sobota, 5 października 2013

Przepis na szczęście.

Zawsze czekam na książki Katarzyny. Na tę pozycję też.
A nawet na tę mocno zacierałam rączki. I jest w moich rękach.
Dodatkowo miło, że wygrana w konkursie i z wpisem autorki. Dla fanek, to zawsze radość podwójna.

Książka, wielce przydatna, dla amatorów pichcenia i raczenia tym, co wyszło spod pracowitych rąk dla naszych bliskich. Ale też bez dwóch zdań dla amatorek pióra autorki. W tej książce zawarta jest bowiem  kontynuacja, powrót  i zapis historii czterech bohaterek poprzednich książek. Znów spotykamy się z bohaterkami "Nadziei", "Poziomki", "Wiśniowego Dworku" czy "Sklepiku z Niespodzianką". Każda z tych bohaterek wzbudziła nasze emocje, a autorka pozostawiła ich historie w niedopowiedzeniu. W "Przepisie na szczęście" mamy szansę na poznanie ich dalszych historii.
Książka podzielona została na cztery pory roku i cztery opowiadania, poprzeplatane przepisami kulinarnymi na pyszne pyszności. Ale ta pozycja to książka o miłości. O miłości, którą wyrażamy na wiele sposobów, także ten w przygotowaniu smakołyków dla tych, którzy są dla nas ważni.
To książka w której dzięki przepisom możemy wrócić do domów naszego dzieciństwa, do domów w których czuliśmy wszechogarniające poczucie bezpieczeństwa.
(... Miłość jest wtedy, gdy wstajesz wcześniej, by zrobić mu kawę. A kawa już jest zrobiona...)
Rozpoczynamy przygodę z Lilianą, bohaterką "Nadziei" i wiosną. Wiosną, która światu przynosi  świeżość, budzące się życie, i nadzieję na to co nowe. Lilianie, która próbuje zawalczyć o siebie przynosi nadzieję na nową miłość. Tak jak wiosna przynosi nadzieję, na wzrost i rozwój tego, co pod ziemią cierpliwie czekało na swój czas.

Po tej historii wita nas lato i z tym latem Bogusia ze "Sklepiku z niespodzianką". Bogusia, która jak zwykle chce naprawiać świat. Uchyla rąbka tajemnicy swojego małżeńskiego życia, ale przede w wszystkim przynosi pomoc swojej przyjaciółce Stasi. Tak jak lato dojrzewa owocami ziemi, tak w tej historii dojrzewa owocami stara przyjaźń i nowa miłość, która zaskakuje. Mnie czytelniczkę zaskoczyła. Bo na miłość nigdy nie jest za późno, nawet kiedy owoc latem dojrzały.

Mimozami jesień się zaczyna, jak śpiewał Czesław Niemen. W tej historii jesień zaczęła trudnymi sytuacjami i uczuciami. Wichrami i burzami emocji i całą plejadą ich kolorów. Taka plejadą, jaką może zaserwować tylko jesień. Danusi i małej istotki, która zostaje wyrwana ze swojego domu w ręce nieznajomej lecz ciepłej i troskliwej Danusi. Jak zakończy się burza tych dwóch rzuconych w jej wir  istot?

I zima, która zakrywa świat białym puchem, pierzynką pod którą skrywa to co do ukrycia.
Skrywa tak, jak skryła swoje uczucia Ewa. Ewa, która kochała dwóch mężczyzn. Jedno z uczuć musi ukryć głęboko w sercu i objąć lodem, tak by nigdy nie odtajało i wyszło na powierzchnię. Ewa bowiem nie chce ranić żadnego z światów. Ani męża, ani przyjaciół. Skuwa więc zimowym lodem to, co powinna i czeka na czas pierwszej wigilijnej gwiazdy.Jest Wigilia, więc cieszy się, że  przyjdzie na świat ktoś, kto da ludziom nadzieję, Ewie też.

Wszystkie te historie  i przepisy, które dają poczucie domu, tego , który nosimy w sobie w sercach i w zakamarkach pamięci.
Ciepła naszych mam i babć, miłości i poczucia bezpieczeństwa.

Lekturę tej pozycji  "Przepis na szczęście"... zakończę słowami autorki.

"Oto recepta na szczęście: znajdź swoje miejsce na ziemi, zapracuj na nie, wypełnij je ludźmi, których kochasz, i marzeniami do spełnienia, zadbaj o zdrowie, a będziesz szczęśliwa." *


Po tych słowach nic dodać, nic ując. Po prostu polecam.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz