środa, 30 października 2013

Diva Show.

Monodram Kamila Maćkowiaka – Diva Show - czyli monorewia osobowości borderline.


 29 października 2013 roku, ten dzień pozostanie mi na długo w pamięci
( wtajemniczeni wiedzą, że wybierałam się na niego miesiąc wcześniej).
To dzień głębokiej, emocjonalnej przechadzki.
Choć nie wiem czy jednak nie był to emocjonalny  roller-coaster.
A wszystko to za sprawą Kamila Maćkowiaka i jego wspaniałej roli – którą zaaplikował jako:
autor tekstu, reżyser, choreograf , scenarzysta i aktor w jednej osobie.
Warsztat, jaki nam widzom pokazał grając rolę chłopca, nastolatka i dojrzałego faceta po trzydziestce, nie pozostawił wątpliwości, że Kamil Maćkowiak jest aktorem wybitnym. Odgrywając w monodramie DIVA Show, rolę męską ale i żeńską. Jego wczucie się w postać sprawiło, że odnosiło się wrażenie zatarcia granicy pomiędzy tym co niósł scenariusz, a prawdziwym życiem. Jego kunsztowna gra aktorska sprawiła, że my po drugiej strony sceny współodczuwaliśmy, przeżywaliśmy z bohaterem monodramu smutek, ból ciężkich chwil i radości, gdy biła od niego aura szczęścia, kiedy błyszczał na scenie On/Ona. Tina Turner- Jego ucieczka od rzeczywistości w krainę marzeń.

******
O czym jest DIVA SHOW?
O tym czym powinno być budowanie światów, których podwaliną jest miłość. Bezwarunkowa miłość rodzica do dziecka. O tym jak można brakiem tej świadomości zrujnować te światy. 
O tym jak ogromny wpływ i odpowiedzialność ciąży na nas rodzicach.

Słowo za słowem przeszywało moje wnętrze.
Jeszcze teraz pisząc te słowa, jestem tam, wpatrzona w postać człowieka,  który tak mną zawładnął, przeszył na wskroś. Przeszłam ten czas z małym pięcioletnim chłopcem, którego każda część mojego jestestwa pragnęła przytulić ciepłem ciała i otulić ciepłem słowa.
Jestem z Ciebie dumna. Jesteś wspaniały, niepowtarzalny i wyjątkowy.
Otulić tak mocno,  aby tej wiedzy wystarczyło na całe dorosłe życie.
Zapragnęłam dać temu małemu chłopcu taki posag, aby wiedział, że żadne pieniądze, ani skarby świata
nie są warte nic, nad niego samego, nad moją miłość do niego.
I tylko świadomość, gdzie jestem powstrzymywała mnie od wejścia na scenę i ...
Otulić tak mocno, żeby wiedział kim jest, przeglądając się w lustrze jako trzydziestolatek.
Otulić tak, aby uchronić przed zgubnym nałogiem.
Otulić tak, aby ten nałóg nie zaprowadził go pod drzwi siwego psychiatry, który postawi diagnozę osobowości borderline i poda mu pigułki "szczęścia". A potem ten zagubiony, dwudziestosiedmioletni "chłopiec" zapije je alkoholem, aby zagłuszyć to, co się kłębi w jego głowie, aby zabić odrzucenie,
grzech zaniechania.
Otulić tak, żeby nie szukał złudnych marzeń w tym nałogu i nie wpadł w jego bezwzględne, bezduszne sidła. Aby nie zginął w tym wyniszczającym galopie ku samozagładzie.
Otulić tak, aby nie musiał spaść na dno, aby nie poczuł, że to dno wbrew regule nie ma końca.
Że to dno samo upokorzenia jest elastyczne.
Otulić tak, aby czuł bezgraniczną miłości, czułości, akceptację.
Otulić tak, aby zapomniał wszystko, całe to piętno które odcisnęło się wryło i zatruło umysł, małego pięcioletniego chłopca, niczym jadem .
Bo zamiast „zimnego chowu” ... wystarczyło odrobinę miłości...

-DIVA Show - Kamil Maćkowiak.

W monodramie DIVA Show - widz poznaje historię 30-latka,
który po długich latach zmagania się z samym sobą, ze swoimi demonami, postanawia zrealizować swoje największe marzenie i  przy tym obnażyć się emocjonalnie, a nas widzów zabrać w podróż do przeszłości. Mężczyzna od najmłodszych lat przebywał niemal wyłącznie w otoczeniu kobiet
(matki, babki, "przyszywanych" ciotek ), przysłuchując się ich rozmowom, obserwując je.
Do tego brak ojca i jego wzorca, powoduje, iż już od najwcześniejszych lat musiał zmagać się ze stereotypowym wizerunkiem mężczyzny.  Brak wzorca męskiego, "osaczenie" jego przez kobiety, odrzucenie przez matkę, powoduje, iż wpada w samonapędzające się błędne koło, "emocjonalny korkociąg" . Przez co niestety nie jest człowiekiem ani szczęśliwym ani spełnionym.
Nie jest zadowolony ze swojego życia, z tego kim jest dzisiaj.
Tego "Kim" się stał.
Jest, a raczej staje się sfrustrowanym, z dość sporym  pakietem życiowych porażek, niedojrzałym mężczyzną. Z zakrzywionym obrazem tego kim jest dzisiaj.
Przedstawia nam siebie jako przegranego człowieka.
Przeciętnego, szarego, wycofanego człowieka, niskim progiem odrzucenia, które "dostał" od rozgoryczonej, nieszczęśliwej matki, która  uważała go za swoją życiową porażkę.
Poprzez braki bliskości, akceptacji, a przede wszystkim bezwarunkowej miłości odczuwa chroniczne uczucie wewnętrznej pustki. Wszystko to ma ma niego destrukcyjny i autodestrukcyjny wpływ .


Dzwońcie we mnie,
bijcie.
Wydam pusty dźwięk.
Dzwon bez serca,
głuchy bębna głos.
Dźwięku nie wydam.
Ni na chwałę,
ni na trwogę.
Głuchy bit.
Serce pęknięte
w kamień się zmień.
Dzwońcie we mnie,
bijcie.
Wydam pusty dźwięk.
/E.Mc./

  
Połączenie wszystkich czynników emocjonalnych daje obraz składowy i nakierowuje na  podtytuł monodramu –  monorewia osobowości borderline. (Wikipedia)
 
Podczas spektaklu mamy okazję dowiedzieć się również czego dotyczy to emocjonalne zaburzenie. 
Bohater monodramu przedstawia nam 10 jego objawów.  
Aby móc postawić taką diagnozę, wystarczy rozpoznać u siebie 5 z nich.
Nasz bohater ma ich niestety wystarczającą ilość. Można powiedzieć, że jest wzorcowym, 
czy też książkowym przykładem.
agresja
niestabilny obraz samego siebie
częste wahania nastroju
nieustanna obawa przed odrzuceniem ze strony otoczenia
autoagresja
chroniczne uczucie pustki ... 

... które zapełniała obsesyjna miłość do Tiny Turner.


Podsumowując spektakl, ubrałabym to w słowa:
świetny scenariusz, zachwycająca aranżacja, no i oczywiście bardzo dobra gra aktorska.
I pomimo, iż przedstawiona przez aktora historia nie jest wesoła, to kończy się optymistycznym akcentem. Warto wierzyć w marzenia, warto wierzyć w siebie.


 Nie mogę pominąć również wielkiego uznania dla współpracowników, osób wspierających aktora  Fundacji Kamila Maćkowiaka. Dali się poznać z jak najlepszej strony. Gratuluję takiej ekipy.

 
A ja z  tego miejsca pragnę podziękować Kamilowi Maćkowiakowi za ten spektakl.
Spektakl wielowymiarowy. 
Za emocjonalny  roller-coaster
A teraz pozostanę w ciszy i chwili zastanowienia...
Może zmierzę się ze swoimi "demonami".
 Bo chyba każdy z nas takie swoje demony....
Jedyne czego mi zabrakło, to uściskać osobiście po spektaklu
ten wielki dar, którym jest
Kamil Maćkowiak.





















niedziela, 20 października 2013

Podróż za jeden uśmiech i jedno słowo.

 To książka, którą dostałam od klienta z osobistym wpisem. Ponieważ jest osobisty, takim pozostanie. Niedługo pokaże się jej recenzja, tymczasem słów kilka Dele Carnegie...
Rozmowa

„Czekałem w kolejce do okienka z listami poleconymi na poczcie przy rogu 33 ulicy i 8 alei w Nowym Jorku. Zauważyłem, że urzędnik w okienku jest bardzo znudzony: waży koperty, wyjmuje znaczki, wydaje resztę, wypisuje pokwitowania — monotonna praca przez całe lata. Pomyślałem więc: „Spróbuję sprawić, by ten urzędnik mnie polubił. Oczywiście, aby to osiągnąć, muszę powiedzieć mu coś miłego o nim, a nie o mnie. Co takiego mogę w nim naprawdę podziwiać?”
Czasem trudno odpowiedzieć na takie pytanie, zwłaszcza gdy idzie o nieznajomych. W tym konkretnym przypadku odpowiedź okazała się prosta. Natychmiast zauważyłem coś, co wzbudziło mój bezgraniczny podziw.
— Żałuję, że nie mam takich włosów jak pan — powiedziałem, gdy ważył kopertę.
Spojrzał na mnie zdumiony, ale jego twarz rozjaśnił uśmiech.
— Kiedyś były ładniejsze — zauważył skromnie.
Zapewniłem go, że nawet jeśli utraciły część swojego blasku, dalej są wspaniałe. Widać było, że jest mu przyjemnie. 
Przez chwilę prowadziliśmy sympatyczną rozmowę; gdy odchodziłem, powiedział:
— Moje włosy podobają się wielu ludziom.
Założę się, że człowiek ten wychodził wtedy z pracy jak na skrzydłach. Założę się, że jak tylko dotarł do domu, powiedział o tym swojej żonie. Założę się, że stanął przed lustrem i powiedział: „Tak, mam wspaniałe włosy”.
Kiedyś opowiedziałem tę historyjkę publicznie. 
Natychmiast jakiś mężczyzna zadał mi pytanie:
- A czego pan od niego potrzebował?
Czego potrzebowałem od niego?! Co chciałem od niego dostać!?

Jeśli jesteś tak przerażająco pusty, że nie możesz posłać komuś jednego promyka szczęścia i odrobiny szczerego uznania, nie oczekując niczego w zamian, jeśli twoje serce nie jest większe od kwaśnego, dzikiego jabłka, to spotka cię ze wszech miar zasłużone niepowodzenie.

Ależ tak, chciałem coś dostać od tego faceta! Coś bezcennego! I dostałem. Poczucie, że zrobiłem dla niego coś, za co on nie musiał mi się odwdzięczać. A jest to uczucie, które świeci jasno w naszej pamięci jeszcze bardzo długo!”

środa, 16 października 2013

Ogród Kamili. Przedpremierowo.

"Ogród Kamili" pachnie różami. W każdym rozdziale otulał mnie inny zapach róż.
Książka piękna, od okładki do ostatniej strony.
Pozdrawiam i zachęcam do jej lektury.
Zresztą co ja zachęcam, kto zna pióro autorki, zachęty nie potrzebuje.
Kto nie na pewno się zakocha.
"Ogród Kamili" Katarzyna Michalak.

To następna książka mojej ulubionej pisarki.
Dlatego czuję się zaszczycona, że otrzymałam przedpremierowy egzemplarz do recenzowania.
To następna w którą wsiąkłam, przepadłam od pierwszych liter.
Ale zanim porwała mnie lektura, uwiodła okładka. Jest prześliczna. Kobieca, delikatna,
krucha i przywołuje na myśli ogród, kwiaty.I wprowadza, jest przedwstępem i zaproszeniem
do wejścia w świat historii uwiecznionej na kartach powieści.
Katarzyna Michalak, pisze tak, że ja za każdym razem staje się postacią i od pierwszej kartki związana emocją z bohaterką jestem nią. Staje się postacią i odczuwam każdy dzień jej życia. W tej powieści więc Kamila , to ja.

W "Ogrodzie Kamili" autorka w taki wyrafinowany sposób wprowadza nas czytelników w nastrój książki i  opisując kwiaty róż, że mnie otula jego zapach. Tak realnie, po prostu czuję go siedząc teraz przed klawiaturą, pisząc te słowa. A zagłębiając się w lekturę, trzymając książkę w dłoniach, mam wrażenie jakby wydobywał się ze stron książki. Jakby w jakiś tajemniczy sposób autoka go wplotła pomiędzy wierszami. Ale po Katarzynie Michalak tego akurat można się spodziewać. Bo tylko wysoki kunszt tej pisarki, może takie cuda sprawić. Ze mną sprawił. I jedynie co mogę zrobić, to powiedzieć tu DZIĘKUJĘ autorce za to pisanie.
A górze, że dała jej ten DAR.

Pierwszy i kolejne rozdziały zaczynają się opisem róż, ich wielu odmian.
Powiem szczerze, że nie miałam pojęcia, że jest ich aż tyle. Każdy z poszczególnych opisów przywoływał przed oczy obrazy tych przepięknych cudów natury i każde słowo, które czytałam,
otaczało mnie mgiełką zapachu, a ja całą sobą zanurzałam się w nim. Tak, czułam zapach każdego przywołanego wyobraźnią czarownego kwiatu.
Nawet teraz pisząc te słowa czuję wokół siebie zapach róż.
Subtelny, słodki, miodowy, szlachetny, zniewalający, uwodzicielski, słodki, pudrowy...

Odurzona jego aromatem siedzę w różanym ogrodzie przylegającym do posiadłości w Milanówku,
 Willi Sasanek 1920 na ulicy Leśnych Dzwonków 3.
Właśnie zostałam zatrudniona do pracy swoich marzeń.
Tak, bo urządzanie starego domu z duszą od zawsze było moim marzeniem.
…Wchodzę do Willi i oczami duszy stąpam po świeżo wypastowanej parkietowej mozaice, gładzę poręcz prowadzącą na schody, kiedy na nie wchodzę słyszę jak one śpiewają pod moimi stopami, muzykę pokoleń. To wszystko jest we mnie od dawna, jakbym znała ten dom za jego świetności. Tak, ja i Willa stanowimy tandem. Jeszcze tylko miłość mojego życia i gromadka dzieci i wtedy, dopiero wtedy powiem, że stanowimy całość…
Domu z duszą i ogrodem pełnym róż. Tak róż, bo, piękno tego kwiatu zachwyca mnie od zawsze,
a jego zapach potrafi przenieść do bezpiecznej krainy szczęśliwości.
I właśnie, dlatego od zawsze, odkąd tylko sięgnę pamięciom marzyłam o takim miejscu na ziemi.
A teraz, kiedy go mam, nie wierzę, (a i sposób w jaki się tu znalazłam, zadziwia mnie samą). Ale...
Przecież kiedyś usłyszałam te słowa:
...Musisz zaczarować rzeczywistość. Myśleć pozytywnie. Afirmować przyszłość. Choć nie masz grosza przy duszy, żyj i postępuj tak, jakby marzenia były w zasięgu ręki. Pragniesz mieć stary dom z pięknym ogrodem? Zacznij go szukać, a… znajdziesz.”
Tak taką radę dała mi dawno temu wróżka. Wtedy nie wierzyłam w jej słowa. Bawiły mnie nastolatkę. Marzenia, dom, sława, podróż…
Teraz siedząc tu pośród kolorów i zapachów w ogrodzie pełnym tych przepięknych pąków, tuląc w dłoniach ich delikatne istnienie, zaczynam wierzyć w to, co mówiła.
– Wyruszysz w daleką podróż...

Tak wyruszyłam i może nie jest to podróż na koniec świata, ale na pewno jest to podróż przez moje życie. Prze rozliczenie się z demonami. Przez szukanie i odnalezienie siebie, aż po odnalezienie prawdziwej miłości. Podróż przez wybaczenie krzywd. Tych, których doznałam, ale i tych, które sama wyrządziłam. To najtrudniejsza podróż, bo wybaczanie jest największa formą miłości i uwolnienia. Trudna to podróż, ale teraz wiem, że warto była każdej łzy, każdego zdarzenia. Czasu cofnąć się nie da. Trzeba przyjąć to,
co niesie życie i iść do przodu.
Zabrałam ze sobą w tę podróż zielony kamyk, który trzymałam w szufladzie.
Kamyk, który na zakończenie wizyty dała mi wróżka odbierając ode mnie przyrzeczenie,
że „zakopię ten kamyk pod progiem wymarzonego domu”.
Teraz więc pozostaje mi tylko zakopać to zielone szkiełko,
bo chyba jestem już w domu…
*******
Kamila, bohaterka powieści Katarzyny Michalak marzy o własnym domu, różanym ogrodzie i miłości,
tej prawdziwej. Niestety,’ łaska pańska na pstrym koniu jeździ’ i los nie jest dla dziewczyny zbyt łaskawy.

Jej pierwsza miłość Jakub, nieoczekiwanie znika z życia, zostawiając dziewczynę w bólu i rozpaczy,
by pojawić się równie nieoczekiwanie po ośmiu latach.

A, że nieszczęścia lubią chodzić parami, znika w momencie, kiedy jest jej najbardziej potrzebny.
Wtedy, kiedy zostaje na świecie sama.

Ale czasem ten sam los, który daje po łapach, świeci dla nas słońcem i maluje na niebie piękną tęczę. Dziewczyna otrzymuje niespodziewany dar od losu.
Spełnienie jej marzeń… tych z wróżb, i tych, które od zawsze w niej były.  
W Milanówku, na ul. Leśnych Dzwonków3....Tak , bo "Ogród Kamili", to również książka o marzeniach i ich spełnianiu.

"Ogród Kamili" to pierwsza powieść z „kwiatowej serii” bestsellerowej autorki, Katarzyny Michalak.
Jedyne co mogę powiedzieć. Uwielbiam pióro tej autorki.Zawsze mnie zachwyca.
Historią Kamili, też zachwyciła. Wszystkie książki Katarzyny Michalak stoją na półeczce.
Na swojej i tylko swojej półeczce. Taki skarby warte są właśnie tego.
"Ogród Kamili" już do nich dołączył.To książka, pełna emocji.
Dlatego szczerze polecam tę lekturę i już dziś czekam na dalsze części z tej serii. ( Półeczka też czeka :)

P.S.
Są też minusy w twórczości pisarki. I abym mogła być do końca obiektywna, muszę o nich napisać.
Otóż nie ukrywam, że strasznie, ale to strasznie nie lubię w książkach pisarki tego...
Że się kończą!
Autorka, owszem, stara się i pisze jak oszalała. Ale nie zmienia to faktu, że jestem zawiedziona (hihihi).
A z tego miejsca serdecznie Katarzynę Michalak pozdrawiam. 














niedziela, 13 października 2013

O Melba!

 "O Melaba!" Nie jest to książka o przygodach szalonej nastolatki,
 co może sugerować opis na lekturze. Jeśli ktoś tak pomyśli, to nic bardziej mylnego.
Książka porusza wiele kwestii, nie tylko rodzinnych.
Powiem tylko, wciągająca historia nie tylko dla młodzieży. Polecam.
"...Zgasiłam latarkę i jak we śnie nie moglam przestać iść, aż natrafiłam na zagłębienie w ścianie.
Była to tylko płytka nisza, mógł się w niej zmieścić najwyżej kot. Poświeciłam latarką i dokładnie obejrzałam. Nic. Poświeciłam niżej, przykucnęłam i tam właśnie, z pół metra nad ziemią, znalazłam napis: MELBA. Zimno okręciło mi się wokół szyi i spłynęło w dół po kręgosłupie.
Zachciało mi się siku.
Elka. Znalazłam ślad Elki.Żywej Elki sprzed trzydziestu lat..." 
O MELBA!
Podczas "przymusowego" pobytu u babci Malina, główna bohaterka, wpada w wir dziwnych zdarzeń, próbuje poznać wielką tajemnicę rodzinną. Sekrety, trudne relacje, skomplikowane stosunki rodzicielskie jakie ma bohaterka z własną matką, ale też obserwacja i uczestnictwo w trudnych relacjach jej mamy z własną mamą. To wszystko ma niebagatelny wpływ na młodą dziewczynę.
Do tego z racji pracy swojej matki, zmuszona do ciągłego życie na walizkach, bez przyjaciół i swojego miejsca na ziemi, bez celu, ale z przekonaniem, że jest niechciana, odrzucona przez ojca, który zostawił rodzinę, właśnie przez nią Malinę- złe dziecko.
Ale to co mnie najbardziej emocjonowało w książce, po za dobrze poprzeplatanymi akcjami, ciekawej fabule, to właśnie małomiasteczkowe zakłamanie i obłuda, ukazująca szarą i naszą niejednokrotnie plugawą rzeczywistość. Autorka w książce przedstawia nam ludziom, czytelnikom, jacy jesteśmy zamknięci, obłudni. Jacy samolubni, asekuracyjni i zapatrzeni w siebie i swój świat. Z tej wygody nie wyściubiamy nosów ze swoich światów, skorup, zbyt pochłonięci dbaniem o własny tyłek.
I w tym wszystkim, nastoletnia, zakompleksiona Malina, która w tym świecie obłudy, niewyjaśnionych tajemnic, ukrywaniu prawdy "dla dobra innych", świecie odrzucenia, dorasta. Malina, która natyka się na nauczycieli, którzy głoszą wzniosłe i górnolotne hasła, a w obliczu zmierzenia się z prawdą, chowają głowę w piasek. To właśnie ona, sama potrafi rozliczyć się z demonami, duchami przeszłości. Malina, która przekracza granice strachu i wychodzi z tego emocjonalnego "bagna" obronna ręką.


Po lekturze książki, ale też w jej trakcie, nachodzi taka refleksja, otwórzmy się na ludzi na prawdę.
Czasami warto zrewidować własne poglądy. A ta książka na pewno nam da do tego sposobność.
Polecam tę lekturę.


sobota, 5 października 2013

Serwantka

Autorka jak to w jej stylu, pisze zabawnie i ironicznie.
"Serwantka", to historia kobiety, która zostaje mocno zraniona. Mąż zakochuje się w kobiecie o której jak się przekonuje, zakochać się nie powinien, ale jak wiemy miłość jest ślepa. Bohaterka zostaje sama, załamana, ale na całe szczęście na świecie jest instytucja, która nazywa się - przyjaciel. Troja zostaje więc wzięta pod opiekę przez swoje bezcenne przyjaciółki. Podejmuje się pracy w redakcji, gdzie udziela porad. To daje jej oderwanie się od rozmyślania nad swym losem i małe, ale już własne pieniądze. Los obdarowuje ją niespodzianką, to tak chyba żeby nie mogła pogrążyć się w smuteczkach. Pewnego dnia przed jej drzwiami pojawia się siostra. Dzwoni i zostawia jej... Co takiego serwuje Troi siostra?
Po te wiedzę to już kieruję na karty lektury...
Przy książce można się i odstresować i uśmiać.
Jeśli więc chciałbyś drogi czytelniku odpocząć chwilę i oderwać się od problemów dnia codziennego, zamiast otwierać drzwi jak bohaterka książki ...poczytaj tą lekturę.Uśmiech gwarantowany.Wyraziste, nietuzinkowe postacie. Ciekawa, zabawna, dynamiczna, akcja od pierwszej do ostatniej strony.Polecam.












Demi sec


Monika Sawicka, kolorowy ptak wśród pisarek ( jak o sobie mówi) i takie również właśnie są jej książki.
Bo pozycja Demi sec jak najbardziej takim ptakiem jest. Poczucie humoru, (rzec by nieprawdopodobne), "wariactwo", język dość bezpośredni/potoczny. Nie mylić z nudny. Bo sama autorka i jej teksty są prawdziwe i szczere i swojskie i na pewno nie nudne.
Fabuła książki może wydawać się dość znajoma, ale znajdujemy tu wiele zmian akcji i wiele zaskoczeń :
Siostry bliźniaczki są mężatkami, posiadają dzieci i jak na bliźniaczki przystało też w ilości bliźniaczej. Otóż te siostrunie któregoś dnia zamieniają się miejscami. Dlaczego?Kobiety czują, że czegoś im brakuje...I od tej "magicznej"chwili dziej się dużo i szybko, nieprzewidywalnie.
Książka a raczej  historia na jej kartach może wydać się nierealna, ale...
może autorka w ten właśnie sposób stawia czytelnikowi prowokacyjne pytania: 
Jak dobrze znasz osobę, z którą dzielisz swoje życie? 
Może wydaje się tobie, że wiesz o niej wszystko? 
A może jednak tylko tak ci się wydaje drogi czytelniku?
Książkę na prawdę warto przeczytać. Bliźniaczki, które zamieniają się miejscami dają nam uczestnictwo w zwariowanej przygodzie i wiedzę...
że czasem nie wszystko jest takie, jakie się wydaje że jest.




W książce "Demi sec" miałam przyjemność gościć z debiutem małego wiersza.
Małego, ale z ogromną siłą emocji. 
Wiersza, który napisałam dla swojej najukochańszej na świecie mamy Stanisławy.



„JEDYNEJ”

Dziś wiem,
że są pytania bez odpowiedzi.

Dziś wiem,
że nie trzeba pytać dlaczego?

Dziś wiem,
czym jest miłość matki.
I to jest odpowiedz na wszystko.
Kocham Cię mamo.
Jesteś jedyna.
                                                                                                              
- Ewa Maćkowiak-










Kruchość porcelany

Zuzanna, trzydziestoletnia kobieta.
Ma wspaniałą, córeczkę w wieku prawie nastoletnim oraz męża, nazwijmy jak się między wierszami okazuje niegrzecznym. Ma przyjaciół. Jest radosną kobietą, zawsze uśmiechnięta.  Ale...

Styl lekki, łatwy w odbiorze, jednocześnie przepełniony dobrym humorem, choć historia do lekkich nie należy. W zawoalowany sposób, ukryty pod dowcipnym tonem autorka przemyca nam czytelnikom problem. Powiedziałabym, że społeczny. Pewnego rodzaju "przyzwolenie społeczne". Na znęcanie się, czyli przemoc domową.Znęcania się i życie z oprawcą pod jednym dachem.
W książce widać zależności, strach przed uświadomieniem sobie prawdy w jakiej się bohaterka znajduje i ucieczkę w wyimaginowany świat. To właśnie historia spisana na kartach tej książki. Może takich historii w świecie realnym dzieje się setki a nawet tysiące. Może inne kobiety, tak jak bohaterka książki nie potrafią wymyślać sobie takiej "odskoczni" wymyślonego przyjaciela i żyją z oprawcą oko w oko, bez wyimaginowanego świata, który pozwała żyć i przetrwać te codzienne gehenny.
Jest w tej książce coś, warte zatrzymania, rozejrzenia się dookoła siebie, uważnego życia, uważnego i na siebie i na inne kobiety. Ja czytelniczka i człowiek, bardzo chciałabym wierzyć, że można schować się, uciec w taki wymyślony siat, aby nie załamać się i nie dać się złamać, zniszczyć. Bo takie ucieczki to swoisty mechanizm obronny.
ale szczerze to wolałabym, aby świat był piękny, bez oprawców  ofiar i życia w wyimaginowanym świecie.
Polecam tę książkę i głębsze spojrzenie w rejony życia, których czasem nie widać.






Przepis na szczęście.

Zawsze czekam na książki Katarzyny. Na tę pozycję też.
A nawet na tę mocno zacierałam rączki. I jest w moich rękach.
Dodatkowo miło, że wygrana w konkursie i z wpisem autorki. Dla fanek, to zawsze radość podwójna.

Książka, wielce przydatna, dla amatorów pichcenia i raczenia tym, co wyszło spod pracowitych rąk dla naszych bliskich. Ale też bez dwóch zdań dla amatorek pióra autorki. W tej książce zawarta jest bowiem  kontynuacja, powrót  i zapis historii czterech bohaterek poprzednich książek. Znów spotykamy się z bohaterkami "Nadziei", "Poziomki", "Wiśniowego Dworku" czy "Sklepiku z Niespodzianką". Każda z tych bohaterek wzbudziła nasze emocje, a autorka pozostawiła ich historie w niedopowiedzeniu. W "Przepisie na szczęście" mamy szansę na poznanie ich dalszych historii.
Książka podzielona została na cztery pory roku i cztery opowiadania, poprzeplatane przepisami kulinarnymi na pyszne pyszności. Ale ta pozycja to książka o miłości. O miłości, którą wyrażamy na wiele sposobów, także ten w przygotowaniu smakołyków dla tych, którzy są dla nas ważni.
To książka w której dzięki przepisom możemy wrócić do domów naszego dzieciństwa, do domów w których czuliśmy wszechogarniające poczucie bezpieczeństwa.
(... Miłość jest wtedy, gdy wstajesz wcześniej, by zrobić mu kawę. A kawa już jest zrobiona...)
Rozpoczynamy przygodę z Lilianą, bohaterką "Nadziei" i wiosną. Wiosną, która światu przynosi  świeżość, budzące się życie, i nadzieję na to co nowe. Lilianie, która próbuje zawalczyć o siebie przynosi nadzieję na nową miłość. Tak jak wiosna przynosi nadzieję, na wzrost i rozwój tego, co pod ziemią cierpliwie czekało na swój czas.

Po tej historii wita nas lato i z tym latem Bogusia ze "Sklepiku z niespodzianką". Bogusia, która jak zwykle chce naprawiać świat. Uchyla rąbka tajemnicy swojego małżeńskiego życia, ale przede w wszystkim przynosi pomoc swojej przyjaciółce Stasi. Tak jak lato dojrzewa owocami ziemi, tak w tej historii dojrzewa owocami stara przyjaźń i nowa miłość, która zaskakuje. Mnie czytelniczkę zaskoczyła. Bo na miłość nigdy nie jest za późno, nawet kiedy owoc latem dojrzały.

Mimozami jesień się zaczyna, jak śpiewał Czesław Niemen. W tej historii jesień zaczęła trudnymi sytuacjami i uczuciami. Wichrami i burzami emocji i całą plejadą ich kolorów. Taka plejadą, jaką może zaserwować tylko jesień. Danusi i małej istotki, która zostaje wyrwana ze swojego domu w ręce nieznajomej lecz ciepłej i troskliwej Danusi. Jak zakończy się burza tych dwóch rzuconych w jej wir  istot?

I zima, która zakrywa świat białym puchem, pierzynką pod którą skrywa to co do ukrycia.
Skrywa tak, jak skryła swoje uczucia Ewa. Ewa, która kochała dwóch mężczyzn. Jedno z uczuć musi ukryć głęboko w sercu i objąć lodem, tak by nigdy nie odtajało i wyszło na powierzchnię. Ewa bowiem nie chce ranić żadnego z światów. Ani męża, ani przyjaciół. Skuwa więc zimowym lodem to, co powinna i czeka na czas pierwszej wigilijnej gwiazdy.Jest Wigilia, więc cieszy się, że  przyjdzie na świat ktoś, kto da ludziom nadzieję, Ewie też.

Wszystkie te historie  i przepisy, które dają poczucie domu, tego , który nosimy w sobie w sercach i w zakamarkach pamięci.
Ciepła naszych mam i babć, miłości i poczucia bezpieczeństwa.

Lekturę tej pozycji  "Przepis na szczęście"... zakończę słowami autorki.

"Oto recepta na szczęście: znajdź swoje miejsce na ziemi, zapracuj na nie, wypełnij je ludźmi, których kochasz, i marzeniami do spełnienia, zadbaj o zdrowie, a będziesz szczęśliwa." *


Po tych słowach nic dodać, nic ując. Po prostu polecam.



niedziela, 25 sierpnia 2013

W imię miłości

Lubię twórczość Katarzyny Michalak. I to bardzo.
Po tej lekturze, jeszcze bardziej. Ciekawe do jakiego stopnia lubości dojdę ,
bo autorka pisze, że się wyrażę jak "oszalała".

"W imię miłości ". Jeden tytuł a ogromna ilość wzruszeń gwarantowana!

Senna stacyjka, która tonęła w czerwcowym słońcu.
Równomierny stukot pociągu uśpił na chwilkę moją czujność.
Nic w tym uśpionym miejscu, z sielskim krajobrazem Koniecdrogi nie zapowiadało emocji,
które będą mną targały, kiedy wysiadając z pociągu przemierzę z małą zielonooką dziewczynką
drogę na Jabłoniowe Wzgórze...

Ania, mała, odważna, unosząca na swych malutkich, niespełna dziesięcioletnich barkach
ogromny ciężar życia dziewczynka. Która wyrusza w poszukiwaniu pomocy do swojego dziadka,
którego nie zna i widziała tylko raz w życiu.

Małgorzata, która z trwogą w sercu, ale jednak odsyła swoje jedyne dziecko, pod opiekę do człowieka, który się ich wyrzekł .

Edward, gruboskórny właściciel pięknego starego domu na Jabłoniowym Wzgórzu.
Człowiek, któremu przyjdzie się zmierzyć z przeszłością. Która to pewnego czerwcowego dnia,
zawita przed jego oblicze, patrząc wystraszonymi zielonymi oczami, w groźne spojrzenie mężczyzny.
Duch przeszłości i jego przyszłość. Mała niewinna istota, jego wnuczka.

Ned, włóczega szukający pracy i dachu na d głową. Ned, niegdyś zdobywca niewieścich chciałoby się powiedzieć serc. Niestety uczucia nie miały dla niego znaczenia. Ned człowiek który w obronie cudzego życia sam stracił rodzinę,dom i wolność.
Dowiaduje się, że jest na świecie małe istnienie, o którym nie miał pojęcia, a dla którego stanie się nadzieją.

Jabłoniowe Wzgórze, tu  trafiają bohaterzy. Tu rozgrywa się i wyjaśnia wiele historii.
I wielka "Rewolucja", która ma zielone jak liść brzozy oczy i złociste włosy.
 Ania. Ta mała istota, ŁĄCZNIK, uświadamia wszystkim, co jest w życiu najważniejsze...
                                         i ile można zrobić "W imię miłości"


 "W imię miłości", opowieść o błędach, złych wyborach i ich konsekwencjach. To emocjonalna, poruszająca i trzymająca w napięciu, opowieść o potrzebie przynależności, o poszukiwaniu własnego miejsca, o sile wiary, nadziei i miłości.
Polecam tę książkę. Czyta się ją nie odrywając od lektury.

 P.S
Rzadko się zdarza, abym w połowie książki chciała przerzucić parę kartek, żeby sie wreszcie dowiedzieć...co się stanie...a jednak ta książka takie we mnie emocje wzbudziła.
Ale w powieściach Kasi Michalak, to akurat, nie dziwi.